,

Życie na walizkach


Podróże służbowe? Brzmi fascynująco, prawda? Mogłoby się wydawać, że są one idealną okazją na „darmowe” zwiedzanie ciekawych miejsc, poznawanie ludzi i odkrywanie niesamowitych zakątków na świecie. Hotele, wyżywienie i bilety opłacane przez firmę – czegóż można chcieć więcej?

O ile podczas pierwszego wyjazdu jesteśmy podekscytowani i często również zestresowani, chcąc się jak najlepiej zaprezentować przed innymi kolegami z pracy bądź klientem, o tyle z każdą kolejną podróżą służbową cały ten entuzjazm się gdzieś ulatnia, a wszystkie dotychczasowe zalety takiej pracy zamieniają się stopniowo w jej wady.

Dlaczego?

Jedynie osoby, które nie zaznały życia na walizkach, widzą same plusy prowadzenia takiego trybu życia. Oczywiście początkowo częste wypady są interesujące, niemniej jednak po pewnym czasie dopada nas znużenie oraz przemęczenie. Tym gorzej to odczuwamy, gdy nasze podróże kończą się od miesięcy w tym samym miejscu, w tym samym hotelu i co gorsza w tym samym pokoju hotelowym. Po pewnym czasie następuje niezdrowa zamiana – nasz dom staje się noclegownią, gdzie przebywamy jedynie w weekendy po to, by chwilę odpocząć, posprzątać, zrobić pranie i spakować walizkę na kolejny wyjazd. Z kolei hotel staje się naszym domem, a obsługa hotelowa oraz towarzysze podróży po części naszą „rodziną”, z którą z czasem mamy więcej tematów do dyskusji niżeli z własnym partnerem czy partnerką. Domownicy stają się dla nas obcy…



Co więcej, nagle okazuje się, że przebywając poza domem nie mamy jednak czasu na zwiedzanie okolic i podziwianie zabytków. Kończymy pracę późnym wieczorem, gdy większość miejsc jest już dawno zamknięta dla zwiedzających i jedyne, co nam pozostaje to wypad z kolegami z projektu na kolację lub na piwo albo długi, samotny spacer. A i na ten nie zawsze mamy ochotę. Często zdarza się, że jedyną rzeczą, o której marzymy po powrocie do hotelu to gorący prysznic i łóżko. A wszystko po to, by kolejny dzień skończył się jak poprzedni. Cała magia miejsca naszej delegacji znika. I choćby nie wiem co się działo, to w pewnym momencie zaczynamy mieć dość takiego życia na walizkach. Dość tego miejsca, dość tego hotelu, dość tych wszystkich ludzi i dość swojej pracy. Przestaje nas cieszyć fakt, że śpimy w hotelach o wysokim standardzie, że właśnie zdobyliśmy kolejne mile w programie lojalnościowym linii lotniczych, że właśnie zostaliśmy honorowym klientem i jesteśmy rozpoznawani nie tylko w hotelu, ale też i lecąc po raz n-ty z tą samą załogą samolotu. To nie ma już znaczenia.

Oczywiście znajdą się tacy, którym ciągłe podróże nadal będą przynosiły ogromną radość i frajdę. Zazwyczaj są to osoby, których wyjazd ogranicza się do przeprowadzenia prezentacji czy też poprowadzenia negocjacji, które zakończą się w normalnych, ludzkich godzinach. Do tego dojdzie być może jedna kolacja służbowa, ale cała reszta czasu pozostaje do naszej dyspozycji. Poza tym, rzadko zdarza się też by tacy ludzie latali przez 2 lata w to samo miejsce. Po takim czasie nawet Paryż, Barcelona, Madryt, Londyn, Nowy Jork czy san Francisco może się znudzić. Każdemu. Bez wyjątku.


Decydując się na pracę, która będzie od nas wymagała częstych podróży i tym samym życia na walizkach warto się zastanowić, czy jesteśmy gotowi na wiele poświęceń i czy w przypadku, gdy zobowiązani będziemy obierać ciągle ten sam kierunek szybko się nam to nie znudzi. Oczywiście wiele zależy również od charakteru wyjazdów służbowych i wykonywanej przez nas pracy, jednak prędzej czy później zmęczymy się prowadzeniem takiego trybu życia. Dlatego też zanim podejmiemy taką pracę warto rozważyć wszystkie „za” i „przeciw” by uniknąć w późniejszym okresie „niespodzianek”.



0 komentarze :

Prześlij komentarz