, ,

Walczmy ze znieczulicą!


Jestem osobą wrażliwą na ludzką krzywdę. Dla większości z Was być może jestem tym samym naiwna, bo przecież Ci, którzy proszą o pieniądze na pewno wydadzą je na alkohol albo papierosy, a nie na jedzenie. Staram się jednak nie oceniać wszystkich jedną miarą i walczę z ogólnie pajnującą znieczulicą.

Ponad pół roku temu Richard Gere na potrzeby filmu "Time Out of Mind", w którym wcielił się w postać bezdomnego, przemierzał ulice Nowego Jorku przebrany za kloszarda. Część scen kręcono z ukrycia - bez statystów, a wśród zwykłych ludzi. Ucharakteryzowany aktor faktycznie żebrał i grzebał w śmietnikach badając tym samym zachowanie przechodniów. Mężczyzna był na tak autentyczny w swojej grze aktorskiej, że nie został rozpoznany przez nikogo. Jednak nie to było dla mnie zaskakujące. Otóż okazało się, że zatrzymała się przy nim jedynie jedna kobieta - na dodatek turystka i wręczyła mu torbę z napisem "I love NY",  w której było trochę jedzenia. Całą sytuację opisało kilka gazet i portali informacyjnych. Również Richard Gere postanowił podzielić się swoimi spostrzerzeniami.
Udawałem bezdomnego w Nowym Jorku. Nikt mnie nie zauważał. Poczułem, co znaczy być bezdomnym. Ludzie po prostu mnie mijali i patrzyli z pogardą. Tylko jedna kobieta była na tyle miła, że dała mi trochę jedzenia. Tyle razy zapominamy, że mamy szczęście. Nie powinniśmy brać tego za pewnik. A jeśli możemy pomóc komuś w potrzebie, zróbmy to. Dlatego, po tym doświadczeniu, wybrałem się na spacer i dawałem 100 dolarów każdej bezdomnej osobie, którą spotkałem. Płakali i byli bardzo wdzięczni. Bądźcie zmianą, którą chcecie widzieć na świecie.
Zachęcam do przeczytania artykułu o powyższej akcji na łamach magazynu Rolling Stone.

Dlaczego w ogóle o tym piszę?

Okazuje się, że znieczulicę można zaliczyć do chorób cywilizacyjnych. Nie potrafimy się dzielić z innymi naszym szczęściem. Nie chodzi tu o sponsorowaniu lokalnych cwaniaków, ale o byciu wrażliwym i pomaganiu sobie na wzajem. Nie szufladkujmy ludzi. To, że ktoś jest bezdomny nie znaczy że jest ćpunem czy alkoholikiem. Bardzo często są to osoby, którym się coś w życiu nie udało. Popełniły jeden błąd, który kosztował ich utratę rodziny, przyjaciół, domu, pracy - życia. Równie dobrze moglibyśmy to być my - nigdy nie wiadomo.

Często się słyszy, że takie osoby straciły swoją godność, bo mieszkają na ulicy i żebrają. Dla mnie to jednak Ci, którzy potrafią przejść obojętni nie mają za grosz honoru, godności ani człowieczeństwa. Czy tak trudno zaproponować kupienie zwykłej drożdżówki czy też chleba takiemu człowiekowi? Jeżeli stwierdzi, że woli pieniądze to możemy się dopiero zacząć zastanawiać nad sensem pomocy, ale z drugiej strony od podarowania złotówki jeszcze żaden przeciętnie zarabiający osobnik nie zbiedniał.


Zaraz mi ktoś zarzuci, że prawię morały, a pewnie sama nikogo nie wspomogłam w ten sposób. Otóż tu się mylicie. Jakiś czas temu na parkingu jednego z supermarketu, podczas pakowania zakupów do samochodu, podszedł do mnie pewien mężczyzna w zniszczonym i zużytym ubraniu. Nie czuć od niego było alkoholu, ale widać było że nie przelewa mu się i zdarza mu się spać pod gołym niebem. Miał na smyczy psa. I tu pierwsze zaskoczenie - psiak był czysty i zadbany. Owy człowiek nieśmiało zapytał się mnie czy nie poratowałabym go jakimiś drobniakami albo czy może mam karmę dla psa dla Jego wiernego towarzysza. Od razu też zaczął się tłumaczyć, że nie prosi o nic dla siebie, nie wyda pieniędzy na alkohol - On tylko nie chce by Jego pies był głodny. Stwierdził, że on sam nie zje, ale psu odda, bo jest to jedyna istota, która Go nie opuściła i nigdy nie zawiodła. Nie mam zwierzęcia w domu, więc wyjęłam z portfela pewną kwotę i wręczylam nieznajomemu dodając jedynie, że Mu wierzę. Mężczyzna uśmiechnął się, ukłonił, podziękował i odszedł. Jeżeli zostałam okłamana - trudno, kiedyś każdy z nas zostanie rozliczony ze swoich czynów.


Piszę o tym nie dlatego by się pochwalić. Uważam, że pomaganie innym powinno być naturalnym odruchem każdego człowieka. Chciałabym również zachęcić Was do robienia małych rzeczy. Niekiedy sam uśmiech do samotnego staruszka czy rozmowa w autobusie z babciną potrafi uszczęśliwić. Kiedy zaczepi nas ktoś i poprosi o kupienie jedzenia - pomóżmy! Włączmy się w jakąś akcję charytatywną typu Szlachetna Paczka.

Nie trzeba wychodzić z domu!

W dobie internetu, żeby dorzucić swoją cegiełgę do szczytnego celu nie trzeba nawet wychodzić z domu. Jest masa sprawdzonych i wiarygodnych stron, które powstały z myślą niesienia pomocy. Zamiast kupować kolejną paczkę papierosów, chipsy czy też babskie czasopismo podzielmy się tą małą kwotą z potrzebującymi. Dla nas to naprawdę niewiele, a dla innych to nawet szansa na nowe, lepsze życie. Dlatego też gorąco zachęcam Was do działania. Podzielmy się z innymi. Pokażmy, że mamy serce!

Dla ułatwienia podam Wam kilka akcji, w które warto się włączyć :)
  1. Szlachetna Paczka
  2. Się Pomaga
  3. Pajacyk - kliknięcie nic Cię nie kosztuje!
  4. Okruszek - kliknij, to nie boli!
  5. Karmimy psiaki 
  6. Pusta miska - klik, klik!
Oczywiście jest wiele innych sposobów by pomóc. Udowodnijmy, że nie jesteśmy chorzy na znieczulicę!

2 komentarze :

  1. Siema,
    Uważam, że znieczulica jest wtedy, kiedy nie podejmujesz działania, które z dużym prawdopodobieństwem może pomóc. Jeżeli nie ratujesz ludzi z wypadku samochodowe - to znieczulica, jeżeli nie zajmujesz się zagubionym dzieciakiem - znieczulica.
    ALE jeżeli nie dajesz jedzenia żebrakowi, który permanentnie przebywa w tym stanie? Może to obojętność, a może kalkulacja, a może jeszcze inaczej - rozsądne działanie? Karmienie kaczek zabija kaczki.

    USA na tle socjalistycznej Europy wydaje się bardzo nieprzyjazne dla ludzi, którym się nie udało. Bardzo łatwo jest trafić na margines, jeżeli przestajesz być przydatny społeczeństwu. Model socjalistycznej Europy jest pod tym względem bardziej przyjazny i jeżeli potrzebujący nie znajduje pomocy to zazwyczaj z własnego wyboru.
    Czy w Indiach ludzie uważani są za nieczułych?

    Generalnie uważam, że zaspokajanie "podstawowych" potrzeb innych to w naszej kulturze nie tyle pomoc, a zagłuszanie poczucia winy. Jest to niezwykły paradoks, że człowiek czuje się winny niepowodzeń kogoś obcego. Dlatego uważam, że dobra pomoc materialna jest skierowana intencjonalnie, a nie losowo - tak działają fundacje. Dawanie 100 dolarów każdemu bezdomnemu pewnie nie zmieniło niczego poza dobrym samopoczuciem Rysia :o)

    Pozro

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, masz rację, że dawanie 100 dolarów bezdomnemu wiele nie zmieni, ale nie oznacza to też że powinniśmy pozostawać obojętni. Niesienie pomocy innym nie jest równoznaczne z finansowaniem ich. Niekiedy wystarczy odrobina uwagi, poświęcenie chwili na krótką pogawędkę - zauważenie problemu, wstawienie się za kimś - innymi słowy ludzką reakcję. Los bywa okrutny i nie można traktować też wszystkich jedną miarą. Poza tym nikt tu nie mówił o losowości czy też pomaganiu każdemu - nie od dziś wiadomo, że ludzie potrafią wykorzystywać miękkie serce i dobroć innych. Oszustów jest wielu i trzeba również i to mieć na uwadze. Kalkulować też należy, ale ostrożnie, bo nasze założenia mogą się okazać błędne.

      Nie można też popadać ze skrajności w skrajność, bo nagle okaże się, że sytuacja w Polsce będzie wyglądała jak w Rosji, gdzie istnieje ogromna dysproporcja między klasą bogatą i ubogimi, a klasa średnia stopniowo będzie zanikać. A co do USA, to wydaje mi się, że ludzie tam są bardziej życzliwi - przynajmniej jeśli chodzi o niesienie pomocy ofiarom różnych kataklizmów i tym samym współczucie. Obojętność i znieczulica zabija człowieczeństwo.

      Powracając do naszego Rysia - może warto poznać najpierw Jego historię, a później zdecydować się czy Mu pomóc i w jaki sposób? Zresztą Ryś był podany tylko jako przykład na obojętność ludzką i udawanie, że problem nie istnieje. Bo problem jest - pytanie tylko czy my jako małe człowieczki możemy go rozwiązać i czy sam zainteresowany chce zmiany?

      Pozdrowienia! :)

      Usuń